Co spakować na urlop

Co Polak pakuje do ciepłych krajów, zwłaszcza jak jedzie na wakacje życia. I zdecydowanie wtedy jak zapłacił "ogromne" pieniądze.

Kremy, maści, balsamy. Dlaczego? Bo gorąco, bo słońce pali, a my nie chcemy sie opalić szybko. Przyspieszacze opalania, bo koniec urlopu, a my nie opaleni. Kremy nawilżające, bo gorąco i skórka zejdzie. I tak ku*** jak mała apteka chodzi i smaruje sie tym wszystkim. Czemu jak byłem mały mogłem ganiac całymi dniami, bez koszuki i dałem rade przeżyc w 30 stopniach? Bo nie słyszałem o kremie? Bo miałem w dupie, że zejdzie mi naskórek? Sam nie wiem...

Gacie, koniecznie kolorowe, najlepiej "hawajskie". Wielkie, pstrokate gacie, w których poznasz, że to turystya z kilometra. Do tego klapki lub sandały ze skarpekami, bo sandałki nowe i ocierają. Do kompletu zegarek, komórka, aparat - wszystko to przymocowane do paska, żeby było widać ze mamy. I kapelusz, bo egzotycznie, bo udar bedzie, bo słońce mózg znajdzie.

Jedzenie, masa jedzenia. Zupki, sery, makarony, mieso, słodycze, owoce, konserwy. Bo może tam nie mają, może mają "słabe", lub nie będzie nam smakować. Zdecydowanie najlepiej zabrać banany, zwłaszcza do afryki. Oni nie widzieli tam pewnie tak przemysłowego i przepisowo prostego banana. Jedzą miejscowy "odrzuty", setki razy lepsze niż przepisowy. Dobrym pomysłem są też słodycze dla dziecka. Droga w 30 stopniach zapewnia nam kilka łyków gorącej czekolady na ciasteczkach.

Sprzęt... wszelkiego rodzaju sprzęt. Kable, przedłużacze, komputery, przelotki, dyski, APki, zasilacze, ładowarki itp. Wszystko to co trzeba by, życ na urlopie i mieć to co w domu. Dobrze jest też zabrać sprzet grający, głośniki, DVD a nawet "maleńki" głośnik niskotonowy. Bez tego wakacje są słabe, a i nie mamy jak się pochwalić "fajną" muzyką przed okolicą.

Ubrania. Wszystkie, najlepiej nowe, bo jest okazja kupic cos "na wyjazd". Poźniej buty ocierają (ale piękne i nowe), koszuki są "woskowe" i człowiek w nich pływa. Nowiuśki recznik nie wchłania wody. Połowa ubrań jest zbedna, bo chodzimy smażyć sie na piachu/skale w wyniku czego wystarczą spodenki.

Plany, mapy, słowniki, rozmówki. Wszystko to co niby pomoże w zwiedzaniu. Problemem jest, że czytamy to będąc na miejscu, lub już opuszczając dane miejsce. Mapy czytamy, owszem, ale jak się zgubimy lub zagubimy, a i tak mało kto umie mapy czytać. Nie wcześniej, nie mówiąc o jakichkolwiek planach. GPS, piękne urzadzenie... ale mało kto wpada na pomysł by miejsca jakie chcemy dodac sobie do ulubionych, a nie co kilkanaście minut wpisywać kolejne nazwy miast! A słownika i rozmówek i tak nie mamy czasu przeczytać, mówimy więc wolniej, głośniej i po Polsku.

Napoje. Dużo, dobrych i mocnych. Po co mają stać w barku, jak może się uda je wypić. A może tam drogie, wiec zabrać lepiej swoje. W końcu w niektórych hotelach braknie alkoholu jak przyjedzie za duzo Polaków. Trzeba się z tym liczyc.

I po tym wszystkim, docierając na urlop czujemy się jak u siebie w... domu. Mamy w cholerę gratów, musimy je sprzątać, pakować, gotować, nosić, czyścić, prac, ładować. To po jaka ***** było jechać taki kawał drogi z całym tym bajzlem? Żeby było nam wygodnie na urlopie życia... a poźniej wolne się przyda by po nim odpocząć.

Edycja: 2009-09-01 12:54:44


Proszę czekać... Proszę czekać...