Z piwem do lasu

Wyjazdy rodzinne Polaków przykre bywają, ale jak się ma okazję pojechać bez opieki, od razu zmienia się podejście do wycieczki.

Podejście zmienia się zaraz po wyjściu z zasięgu rażenia głosu żony. Czyli zaraz po 70 kilometrach można było wyjąć zapasy płynów na ciezką drogę. Uzupełnianie płynów ustrojowych trwało od 10 do 20 wieczorem, z dodatkowym dotankowaniem na kolacji.

Jako, że nasz naród wystawowym być lubi, przed granicą sie nie poniewiera. Ale już poza zasięgiem wzroku celnika, gardło dziwnie domaga się przynależnej porcji trunku. Tankowanie trwa od 11 do 18 z przerwą na obiad, w czasie którego pije się piwo. Złośliwie dodam, iż mimo nie zbyt wyjściowej urody, tamtejsze kelnerki dość dobrze widza jak ktoś ma kłopoty z wejściem na 1 piętro i trafieniem zadkiem w krzesło. Ale po odpowienim znieczuleniu, Polak nie widzi potrzeby zwaracania na to uwagi.

Baza noclegowa. Powitalna kolacja obfituje w to co Polak lubi najbardziej. Mieso i piwo. 50 butelek przez chwilę robi wrażenie na przybyłych rodakach. Szybko jedna zmienia się w pełne obaw pytanie - na ile to jest. Jak się dowiadują, że to na dziś, a lodóweczka pusta jest w te pędy wybiegają z sali.

Wracają po chwili, każdy z nich niesie duża ofoliowaną paczke. Skladają je na piekny stosik. Teraz im się zgadza kalkulacja... 50 butelek na teraz oraz 7 zgrzewek piwa na zapas. Spokojnie mozna usiąść za stoły...

I niech mi ktoś powie ze Polak konkurencji sie nie boi! Nawet piwo do niemiec wezmie, bo moze nie maja.

+3 do wiedzy
+2 do odporność (z seminarium jesteście?... Tak, zwłaszcza ja - odpowiada dziewczyna)

Edycja: 2009-08-19 23:23:52


Proszę czekać... Proszę czekać...